5 mar 2013

Zaginiona

W Trójmieście niektóre autobusy mają zamontowane monitory - lecą na nich reklamy lokalnych firm, wiadomości, a czasem wyświetlają się informacje o zaginionych ludziach. Nie zawsze są to aktualne ogłoszenia, czasem dotyczą osób zaginionych dziesięć, piętnaście lat temu.
Jechałam akurat takim autobusem, patrząc bezmyślnie w ekran. Wiadomości. Reklamy. Angielskie słówka. I znowu - lista zaginionych osób. Jak często zdarzyło się wam, że widzieliście tam znajomą osobę? No właśnie. A jak często widzicie na tych zdjęciach samych siebie?

To właśnie zdarzyło się mi. 'Ja' ze zdjęcia wyglądała na młodszą, grubszą i miała blond włosy. Zrobiło mi się gorąco i zakręciło mi się w głowie. Serce tłukło się w mojej piersi jakby miało wyskoczyć. Życie przebiegło mi przed oczami; dzieciństwo, mam pięć lat, jem pomarańcze, po których pieką mnie usta. Sześć lat, idę do zerówki i czytam o psie, który jeździł koleją. Pierwsza klasa podstawówki, druga. Komunia.

Więcej nie pamiętam. Dlaczego? Nigdy nie zastanawiałam się nad moją przeszłością, nie wspomniałam jej, dopiero to zdjęcie wywołało we mnie takie emocje. Po dziewiątych urodzinach następuje blokada w mojej głowie - jakbym nie istniała. Jakby ktoś wymazał mi życie.

A ja tu przecież siedzę, mam dwadzieścia trzy lata, kończę studia. Mam chłopaka. To znaczy, tak myślę - ostatnio odzywa się do mnie coraz mniej, często chodzi smutny, ignoruje moje telefony. Dlaczego?

Zapadam się w siedzeniu, przerażona, że nagle ktoś mnie rozpozna na fotografii. Rozglądam się ostrożnie, żeby sprawdzić, czy ktoś już to zauważył. O dziwo, nie - owszem, niektórzy patrzą na ogłoszenie, patrzą na mnie, ale są absolutnie niewzruszeni. A przecież ja ze zdjęcia nie jest znowu aż tak inna ode mnie! Rozpinam kurtkę i opieram głowę o szybę. Myśl, Jo, myśl. Raz jeszcze patrzę na ogłoszenie ze mną w roli głównej. Zgadzają się wszystkie dane. Data urodzenia, waga. Patrzę na miejsce i rok zaginięcia: Gdynia, 22 październik 2000 rok. Miałam wtedy dziesięć lat. Gdzie prawie trzynaście lat mojego życia?

- Boże, co tu się dzieje... - szepczę do samej siebie, czuję się jak w sennym koszmarze. Gdzie ja jestem, czy to mi się śni? Szczypię się w rękę i czuję ból. On jest realny, w odróżnieniu od tej groteskowo przerażającej sytuacji. Siedząca na przeciwko mnie starsza kobieta nagle wskazuje głową na ekran z moją podobizną. Serce mi staje.

- O, pani zobaczy! To ta od Schroederów! Biedna rodzina, co za szkoda... - mówi do siedzącej obok kobiety. Skąd ona mnie zna? Skąd zna moją rodzinę?! Co tu się dzieje? - Wiem, wiem... Ale sama przyzna pani, coś było nie tak z tym ojcem. Słyszałam od sąsiadów, że zamykał młodą Józefinę w piwnicy, jak była niegrzeczna. Jak zaginęła, to oczywiście sprawdzili najpierw jego - dodała, kiwając głową. Zaczynam się dusić. Nikt nie zwraca na to uwagi. - Ta Józia to takie ciche dziecko było. Krzyczała podobno tylko nocami, jak tłukł ją ojciec. Byli w tej piwnicy nawet, powiem pani. Ja też tam byłam, bo moja córa kupiła mieszkanie po Schroederach. Okazyjna cena... czuło się ten ból i strach. A na ścianach, kamiennych przecież, widziałam takie jakby zadrapania. - Myśli pani, że...? - Nie wiem. Ale czemu oni nie ściągnęli tego ogłoszenia, skoro od tylu lat wiadomo, że dziewczynka nie żyje? Wczoraj nawet zapaliłam świeczkę na cmentarzu za nią. Ciała nigdy nie odnaleziono, prawda?

josefine, paranlormalne.pl

13 maj 2012

Dance, dance

There was a girl who had an illness and was bed-ridden for the majority of her life. She was recently diagnosed to die within the next couple of months so her parents decided to spend as much time with her as they could before her time came. They decided that the best thing was to go camping at a local site for a little bit since the daughter was stuck in the hospital for so long.

On their way there, the girl was quiet as usual and laid in the back while the parents talked amongst themselves. When they finally reached their destination, they pitched the tent, unpacked everything and started a campfire. The mother was constantly filming the area and her daughter while the father went out for more firewood. It was getting dark when he came back, but he suddenly heard the mother scream so he rushed over to discover that his daughter was standing on her feet and was doing a wild, erratic ‘dance’ before she suddenly dropped dead.

After all the funeral processions and grieving subsided, the parents wanted to see the video the mother recorded on that very night. They put the tape in the player and began to watch. At first it just showed the mother looking at the scenery and random animals that passed by in the distance, but as the time frame skipped, it jumped to when she was inside the tent with the daughter as she stood up and began to jerk around. But there was something wrong. It first was in the corner of their eyes but as they replayed the scene, their horror became more and more real.

The entire time the daughter was ‘dancing’, there was a ghastly white hand latched onto the top of her head.

Zachód

2 września 1868 roku

Dzisiejszego ranka przybyłem do Cheyenne w Terytorium Wyoming, podróżując nową linią Union Pacific. Minęły już trzy lata odkąd ostatni raz jechałem parowozem. Nie zdawałem sobie sprawy, że wywoła to wspomnienia z Atlanty. Ostatni dzień drogi spędziłem z tym złudnym zapachem krwi i żelaza w moich nozdrzach i z żółcią, podchodzącą mi do gardła. Ale to już koniec. Bogu dzięki, już nigdy nie będę musiał podróżować koleją. Cheyenne jest jak nowonarodzone dziecko. Imigranci ze wschodu i zza oceanu aż się tutaj mrowią, przepełniając ulice gwarem rozmów i charkotliwym śmiechem pijaków. Ogar, którego zakupiłem przed wyjazdem, próbuje wyrwać się ze smyczy, zachwycony widokami tymi wszystkimi ludźmi.

Moja ziemia jest dwa dni drogi dalej stąd, nieco za granicą a potem na południowy-zachód; ale zgodnie z obietnicą mężczyzny z banku, zatrudnił dla mnie przewodnika, który zabierze mnie na miejsce. Wysłałem ostatni list do żony i chłopaków, przypominając im, aby odwiedzili mnie na wiosnę, a potem zakupiłem wóz i zaopatrzenie. Przewodnik, w połowie Indianin, jak udało mi się ocenić z wyglądu - ale ucywilizowany - pomógł mi zatrudnić dwóch młodych mężczyzn - Irlandczyka, z ponurą twarzą oraz Niemca z załzawionymi oczami, śmiedzącego bourbonem. Obydwaj sprawiali wrażenie podłych łajdaków, ale zgodzili się pracować za grosze i obaj zarzekali się, iż mają doświadczenie w prowadzeniu gospodarstwa.

Mogą chcieć mnie zabić, postrzegając mnie jako łatwy cel, ale nie boję się tych spitych dzieci. Widziałem całą masę takich chłopców i wiem z czego są zrobieni.

11 mar 2012

The Hidden Things

The black light in my hand told me things I should have never known, word by word over a month’s grim fascination.

It had been three days, and not a word from the man in room 304. Not a single cent for his stay, either. I made my way to his room that morning, intending to collect. When he hadn’t answered to my knocks and demands to open the door, I let myself in with the spare key. The lights were off, and…it was strange. The room was darker than it should have been on such a cloudless day. As I stepped through the door, I was met with a gasp of stale air, the stink of wet, rotten meat.

Then I saw the twisted thing in the corner, a thing that used to be the occupant of 304 before he died a clearly unclean, unnatural death. I won’t describe how it looked; I can’t even stomach the mental picture for long. But I will say that…the human body shouldn’t be able to…bend…like that.

The police taped off the doorway, and I wasn’t allowed in, of course. But as they escorted me away, I saw one last thing through the lit doorframe. The walls. They were covered in writing that I couldn’t quite make out. Not penned, but…painted. Painted in an all too familiar, tell-tale red.

It was a few days before I could force myself to return to the room, but it needed a turndown and I couldn’t ignore it anymore. I’d told myself to just file it away in the old mental archives, out of sight out of mind. Just do your job, business as always, and keep out of other people’s affairs. That’s how you keep your sanity in this business. I’d been running that hotel for quite a few years, and that wasn’t the first crazy thing I’d seen. Though, admittedly…it was the most unsettling.

I tried to keep my head down, just focus on cleaning and getting out as quickly as I could, but my curiosity got the best of me on my way out. As I turned out the lights, in the pale mid-afternoon sunlight pouring through the door left ajar, I saw a slight residue where the writing used to be. Just a few words, and I could barely make them out.

The….hidden things…

1 lut 2012

Beau część III

[kontynuacja past "Beau część I" oraz "Beau część II"]

 Kiedy przemówił jego usta się nie poruszały, ale mięśnie gardła wyraźnie drgały; czysty głos wydobywał się wprost z niego, jednak nie w mojej głowie, ani nic w tym stylu. Miał zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale nagle chwycił go potężny skurcz i drgawki klatki piersiowej, zaczął wymiotować. Przy każdym bolesnym i ostrym odruchu wymiotnym wydalał z siebie tłuste, smoliste robaki. Zanim wymiociny dotknęły ziemi, owady rosły w oczach i wyrastały im wyraźniejsze elementy ich budowy jak odnóża lub czułki. Zajęło mi trochę czasu, zanim zorientowałam się, że wlepiam swój wzrok w wielkie, czarne żuki.

 Bzyczały tak głośno, że przez chwile miałam wrażenie, że moje oczy i uszy zaczną krwawić od tak wysokiej częstotliwości dźwięki. Czułam jak zęby drgają i wwiercają mi się w czaszkę. Mózg zaczął intensywnie pulsować, a ciśnienie w głowie rozsadzało tkankę żywą w oczodołach.

 Żuki zaczęły pełzać po Beau, ale ja już tego nie dostrzegłam, bo widziałam przysłowiowe gwiazdy. Nie mogłam oddychać i wydawało mi się, że serce rozciąga się do granic możliwości, przez co nie jest w stanie przepompować ani jednego mililitra krwi do przeciążonego mózgu. Dalej urwał mi się film i nic nie pamiętam. Straciłam przytomność.