Ben drowned post #4
Post #5 (15 wrzesień, 2010)
Hej, z tej strony "Jadusable”. To jest ostatni raz, kiedy cokolwiek przeczytasz ode mnie, to jest mój ostatni podarunek dla ciebie – to są wszystkie notatki, jakie zrobiłem. Zanim je pokaże, chciałbym podziękować wam wszystkim za wysłuchanie mnie, to była dla mnie mocna opoka, by kontynuować to wszystko. Kiedy to czytacie, nie będzie mnie już w pobliżu, ale po obcowaniu z tą nienormalną grą całe cztery dni, zrozumiałem, kto tu z kim tak naprawdę gra. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego ta cała sytuacja się więcej nie powtórzy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą series. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą series. Pokaż wszystkie posty
16 mar 2016
9 mar 2016
Ben drowned cz. 4
Ben drowned post #4
Post #4 (12 wrzesień, 2010)
Pozwólcie mi tylko sprostować parę rzeczy – wiem, że się martwicie, ale "jadusable" ma się dobrze. Skończył przeprowadzkę, powiedział, że wraca do domu. Olał ten semestr, nie jestem pewien, co się stało , mam parę teorii, ale wy pewnie wiecie na ten temat więcej. Jestem współlokatorem "jadusable'a" I rzeczywiście zauważyłem, że było z nim coś nie tak przez te ostatnie parę dni. Wciąż siedział w swoim pokoju, tracąc kontakt z dosłownie wszystkimi znajomymi, a jestem prawie pewny, że nie jadł niczego ciężkostrawnego. Po następnym dniu nie mogłem już tu zostać, więc pałętałem się u kolegi. Do pokoju wracałem tylko po parę mi potrzebnych rzeczy.
Post #4 (12 wrzesień, 2010)
Pozwólcie mi tylko sprostować parę rzeczy – wiem, że się martwicie, ale "jadusable" ma się dobrze. Skończył przeprowadzkę, powiedział, że wraca do domu. Olał ten semestr, nie jestem pewien, co się stało , mam parę teorii, ale wy pewnie wiecie na ten temat więcej. Jestem współlokatorem "jadusable'a" I rzeczywiście zauważyłem, że było z nim coś nie tak przez te ostatnie parę dni. Wciąż siedział w swoim pokoju, tracąc kontakt z dosłownie wszystkimi znajomymi, a jestem prawie pewny, że nie jadł niczego ciężkostrawnego. Po następnym dniu nie mogłem już tu zostać, więc pałętałem się u kolegi. Do pokoju wracałem tylko po parę mi potrzebnych rzeczy.
5 mar 2016
Ben drowned cz. 3
Ben drowned post #2
Post #3 (10 wrzesień, 2010)
Wiem, że jest bardzo wcześnie, nie przespałem całej nocy, nie mogę spać. Nie obchodzi mnie to, czy ludzie to widzą, nie o to chodzi, chcę po prostu wyrzucić to z siebie. Teraz jednak straciłem wolę do tego, by nawet o tym mówić. Im mniej powiem, tym lepiej. Myślę, że filmik mówi sam za siebie. Zrobiłem to, co mi kazaliście, zagrałem pieśń Elegię Pustki w pierwszym miejscu, w którym się tylko pojawiłem po starcie gry, ale myślę, że to jest co gra lub Ben (Jezu Chryste, nie wierzę, że nawet rozważam tak absurdalną teorię, że niby On istnieje w grze) chciał, bym to zrobił.
Post #3 (10 wrzesień, 2010)
Wiem, że jest bardzo wcześnie, nie przespałem całej nocy, nie mogę spać. Nie obchodzi mnie to, czy ludzie to widzą, nie o to chodzi, chcę po prostu wyrzucić to z siebie. Teraz jednak straciłem wolę do tego, by nawet o tym mówić. Im mniej powiem, tym lepiej. Myślę, że filmik mówi sam za siebie. Zrobiłem to, co mi kazaliście, zagrałem pieśń Elegię Pustki w pierwszym miejscu, w którym się tylko pojawiłem po starcie gry, ale myślę, że to jest co gra lub Ben (Jezu Chryste, nie wierzę, że nawet rozważam tak absurdalną teorię, że niby On istnieje w grze) chciał, bym to zrobił.
3 wrz 2015
Ben drowned cz. 2
Ben drowned post #1
Post #2 (8 wrzesień, 2010)
Napiszę wszystko, co się stało I wkleję link do video, ale ostatniej nocy wszystko było dla mnie zbyt prawdziwe. Myślę, że skończę się w to bawić. Już byłem nieźle przerażony po napisaniu tego wątku. Ostatniej nocy, ta statua, Elegia Pustki, miałem o niej sen. Śniłem, że mnie goniła we śnie. Odwracałem się... ta okropna statua wpatrywała się we mnie tymi pustymi oczyma. W śnie pamiętam, że nazywałem ją Ben, a nigdy wcześniej nie miałem snu, który mógłbym tak szczegółowo zapamiętać. Tak myślę, że najważniejsze jest to, że trochę pospałem. Dzisiaj, kiedy już odwlekałem sprawę tej gry tak długo jak tylko mogłem, wróciłem jeszcze do starca by sprawdzić, czy może nie wrócił.
Tak jak myślałem, samochodu wciąż nie było, nikt też nie odpowiadał na dzwonek do drzwi. Gdy już wracałem do samochodu mężczyzna koszący trawę przed domu obok spytał się mnie, czy przypadkiem kogoś nie szukam. Powiedziałem, że szukam starca, który tu mieszkał. Odpowiedział to, co już wiedziałem – wyprowadził się. Próbując podejść inaczej, spytałem, czy starzec miał jakąś rodzinę albo znajomych, z którymi mógłbym się skontaktować. Usłyszałem, że nigdy nie był żonaty, nie miał także zaadoptowanych dzieci czy wnucząt. Zacząłem się martwić, zadałem ostatnie pytanie, które powinienem zadać już wcześniej – kim był Ben? Jego twarz spochmurniała. Dowiedziałem się, że około osiem lat temu, dokładnie 23 kwietnia (mężczyzna wyjaśnił, iż jest to dzień jego urodzin, dlatego tak dokładnie zapamiętał), cztery domy dalej na tej dzielnicy był wypadek, a dokładniej uczestniczył w nim mały chłopiec o imieniu Ben. To było tuż po tym, kiedy jego rodzice wyjechali. Próbowałem się dowiedzieć od niego czegoś więcej, niestety bez skutku.
Post #2 (8 wrzesień, 2010)
Napiszę wszystko, co się stało I wkleję link do video, ale ostatniej nocy wszystko było dla mnie zbyt prawdziwe. Myślę, że skończę się w to bawić. Już byłem nieźle przerażony po napisaniu tego wątku. Ostatniej nocy, ta statua, Elegia Pustki, miałem o niej sen. Śniłem, że mnie goniła we śnie. Odwracałem się... ta okropna statua wpatrywała się we mnie tymi pustymi oczyma. W śnie pamiętam, że nazywałem ją Ben, a nigdy wcześniej nie miałem snu, który mógłbym tak szczegółowo zapamiętać. Tak myślę, że najważniejsze jest to, że trochę pospałem. Dzisiaj, kiedy już odwlekałem sprawę tej gry tak długo jak tylko mogłem, wróciłem jeszcze do starca by sprawdzić, czy może nie wrócił.
Tak jak myślałem, samochodu wciąż nie było, nikt też nie odpowiadał na dzwonek do drzwi. Gdy już wracałem do samochodu mężczyzna koszący trawę przed domu obok spytał się mnie, czy przypadkiem kogoś nie szukam. Powiedziałem, że szukam starca, który tu mieszkał. Odpowiedział to, co już wiedziałem – wyprowadził się. Próbując podejść inaczej, spytałem, czy starzec miał jakąś rodzinę albo znajomych, z którymi mógłbym się skontaktować. Usłyszałem, że nigdy nie był żonaty, nie miał także zaadoptowanych dzieci czy wnucząt. Zacząłem się martwić, zadałem ostatnie pytanie, które powinienem zadać już wcześniej – kim był Ben? Jego twarz spochmurniała. Dowiedziałem się, że około osiem lat temu, dokładnie 23 kwietnia (mężczyzna wyjaśnił, iż jest to dzień jego urodzin, dlatego tak dokładnie zapamiętał), cztery domy dalej na tej dzielnicy był wypadek, a dokładniej uczestniczył w nim mały chłopiec o imieniu Ben. To było tuż po tym, kiedy jego rodzice wyjechali. Próbowałem się dowiedzieć od niego czegoś więcej, niestety bez skutku.
Ben drowned
Post #1 (7 wrzesień, 2010)
Okey, potrzebuję waszej pomocy. To nie jest copypasta, trochę dużo jest do przeczytania, ale czuję, że od tego zależy moje bezpieczeństwo. Chodzi mi o grę wideo, dokładniej o Majora’s Mask. To wydarzenie to najstraszniejsza rzecz, jaka przydarzyła mi się w całym życiu!
Niedawno przeprowadziłem się do akademika jako student drugiego roku, tam przyjaciel dał mi Nintendo GameCube i Nintendo 64. Krótko mówiąc, byłem bardzo podjarany. Mogłem w końcu zagrać w stare gry z dzieciństwa, z którymi nie miałem styczności przez ostatnią dekadę. Do Nintendo 64 dołączony był żółty kontroler i dość tandetna piracka kopia Super Smash Brothers, i choć jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, to muszę przyznać, że szybko mi się to znudziło po przejściu dziewiątego poziomu. Niestety, GameCube nie działał.
W weekend, przez około dwadzieścia minut jeździłem po dzielnicach nieopodal akademika, aż w końcu trafiłem na wyprzedaż garażową, gdzie miałem nadzieję ubić jakiś interes. Skończyłem na zdobyciu kopii Pokemon Stadium, Goldeneye (fuck yeah), F-Zero oraz dwóch kontrolerów za 2 dolary. Zadowolony, zacząłem wracać z powrotem, kiedy to ostatnia wyprzedaż przykuła moją uwagę. Nawet teraz nie mam pojęcia czemu, nie było żadnego samochodu, tylko jeden stół z przypadkowymi gratami, ale coś mnie tu przywiodło. Zazwyczaj ufam swojemu instynktowi, więc wysiadłem z samochodu, po czym zostałem przywitany przez staruszka. Wyglądał, delikatnie mówiąc, odpychająco. To było dziwne. Jeśli byś mnie zapytał, dlaczego sprawiał takie wrażenie, nie potrafiłbym sprecyzować czemu – było w nim coś, przez co czułem się niekomfortowo, nie potrafię tego wyjaśnić. Jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że gdyby nie środek dnia i nie byłoby tylu osób, nawet nie pomyślałbym o tym, by do niego podejść.
Okey, potrzebuję waszej pomocy. To nie jest copypasta, trochę dużo jest do przeczytania, ale czuję, że od tego zależy moje bezpieczeństwo. Chodzi mi o grę wideo, dokładniej o Majora’s Mask. To wydarzenie to najstraszniejsza rzecz, jaka przydarzyła mi się w całym życiu!
Niedawno przeprowadziłem się do akademika jako student drugiego roku, tam przyjaciel dał mi Nintendo GameCube i Nintendo 64. Krótko mówiąc, byłem bardzo podjarany. Mogłem w końcu zagrać w stare gry z dzieciństwa, z którymi nie miałem styczności przez ostatnią dekadę. Do Nintendo 64 dołączony był żółty kontroler i dość tandetna piracka kopia Super Smash Brothers, i choć jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, to muszę przyznać, że szybko mi się to znudziło po przejściu dziewiątego poziomu. Niestety, GameCube nie działał.
W weekend, przez około dwadzieścia minut jeździłem po dzielnicach nieopodal akademika, aż w końcu trafiłem na wyprzedaż garażową, gdzie miałem nadzieję ubić jakiś interes. Skończyłem na zdobyciu kopii Pokemon Stadium, Goldeneye (fuck yeah), F-Zero oraz dwóch kontrolerów za 2 dolary. Zadowolony, zacząłem wracać z powrotem, kiedy to ostatnia wyprzedaż przykuła moją uwagę. Nawet teraz nie mam pojęcia czemu, nie było żadnego samochodu, tylko jeden stół z przypadkowymi gratami, ale coś mnie tu przywiodło. Zazwyczaj ufam swojemu instynktowi, więc wysiadłem z samochodu, po czym zostałem przywitany przez staruszka. Wyglądał, delikatnie mówiąc, odpychająco. To było dziwne. Jeśli byś mnie zapytał, dlaczego sprawiał takie wrażenie, nie potrafiłbym sprecyzować czemu – było w nim coś, przez co czułem się niekomfortowo, nie potrafię tego wyjaśnić. Jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że gdyby nie środek dnia i nie byłoby tylu osób, nawet nie pomyślałbym o tym, by do niego podejść.
7 sty 2014
Beau część VI
[kontynuacja past "Beau część I", "Beau część II","Beau część III","Beau część IV" oraz "Beau część V"]
Beau wybuchnął śmiechem.
„To prawda. Ale na swój sposób, Ciemność ochroniła Córkę Rasy”.
Wtedy jeszcze nie byłam w stanie zrozumieć, co ma na myśli, więc powtórzyłam, że to głupie i poszłam spać do sypialni mojej mamy.
Osobiście nigdy nie bałam się ciemności. W ostatnią noc po tym, jak dokończyłam pisać wątek, zgasiłam światła i oglądałam telewizję, paląc zioło. Przysięgam, że nie jestem żadnym ćpunem, ale joint naprawdę pomaga mi na mdłości i w jakimś stopniu zwalcza moje bóle głowy.
Oglądałam film, dopóki nie zmorzył mnie sen, czując się trochę jak idiotka czekając na coś, co (wg mojego racjonalnego umysłu) nie istnieje. Wiem, że przez te wszystkie wątki mojej opowieści szukałam paranormalnych wyjaśnień i ignorowałam rozwiązania stricte medyczno-naukowe, ale to nie znaczy, że jestem w pełni gotowa przyjąć do siebie pomysł, że jakaś międzywymiarowa kreatura nachodzi mnie już od czasów dzieciństwa. Kiedy już film się skończył, a pierwsze promyki słońca zawitały na niebie, wyłączyłam telewizor i skierowałam się do łóżka.
Moje mieszkanie jest dziwnie skonstruowane. Jest tu malutki korytarz prowadzący od salonu przez drzwi do sypialni i łazienki wzdłuż jednej strony aż do szafy na samym końcu. Po paru krokach przystanęłam, bo zdałam sobie sprawę, że na końcu korytarza pojawił się nieoczekiwany cień. Nie musiałam wsłuchiwać się w ciszę, że wiedzieć, co wydarzy się za chwilę. Cały świat dosłownie zamarł, kiedy cienie zmieniały kształty i tańczyły w świetle łazienki. Tymrazem jednak byłam gotowa. Zanim utknęłam w tej dziwnej sytuacji, uzbroiłam się automatyczną solniczkę i gwóźdź z zestawu narzędzi, który dostałam od ojca na gwiazdkę. Nie miałam pojęcia, czy ten sprzęt był żelazny, ale to była najlepsza broń, jaką mogłam zdobyć w tak krótkim czasie.
Wzrok lekko mi się przymglił, kiedy oczy próbowały dostosować się do odbioru cieni. Forma ujawniła się sama z siebie, jakby była tam od wieków.
„Vox”- zasyczał
Beau wybuchnął śmiechem.
„To prawda. Ale na swój sposób, Ciemność ochroniła Córkę Rasy”.
Wtedy jeszcze nie byłam w stanie zrozumieć, co ma na myśli, więc powtórzyłam, że to głupie i poszłam spać do sypialni mojej mamy.
Osobiście nigdy nie bałam się ciemności. W ostatnią noc po tym, jak dokończyłam pisać wątek, zgasiłam światła i oglądałam telewizję, paląc zioło. Przysięgam, że nie jestem żadnym ćpunem, ale joint naprawdę pomaga mi na mdłości i w jakimś stopniu zwalcza moje bóle głowy.
Oglądałam film, dopóki nie zmorzył mnie sen, czując się trochę jak idiotka czekając na coś, co (wg mojego racjonalnego umysłu) nie istnieje. Wiem, że przez te wszystkie wątki mojej opowieści szukałam paranormalnych wyjaśnień i ignorowałam rozwiązania stricte medyczno-naukowe, ale to nie znaczy, że jestem w pełni gotowa przyjąć do siebie pomysł, że jakaś międzywymiarowa kreatura nachodzi mnie już od czasów dzieciństwa. Kiedy już film się skończył, a pierwsze promyki słońca zawitały na niebie, wyłączyłam telewizor i skierowałam się do łóżka.
Moje mieszkanie jest dziwnie skonstruowane. Jest tu malutki korytarz prowadzący od salonu przez drzwi do sypialni i łazienki wzdłuż jednej strony aż do szafy na samym końcu. Po paru krokach przystanęłam, bo zdałam sobie sprawę, że na końcu korytarza pojawił się nieoczekiwany cień. Nie musiałam wsłuchiwać się w ciszę, że wiedzieć, co wydarzy się za chwilę. Cały świat dosłownie zamarł, kiedy cienie zmieniały kształty i tańczyły w świetle łazienki. Tymrazem jednak byłam gotowa. Zanim utknęłam w tej dziwnej sytuacji, uzbroiłam się automatyczną solniczkę i gwóźdź z zestawu narzędzi, który dostałam od ojca na gwiazdkę. Nie miałam pojęcia, czy ten sprzęt był żelazny, ale to była najlepsza broń, jaką mogłam zdobyć w tak krótkim czasie.
Wzrok lekko mi się przymglił, kiedy oczy próbowały dostosować się do odbioru cieni. Forma ujawniła się sama z siebie, jakby była tam od wieków.
„Vox”- zasyczał
17 gru 2013
Beau część V
[kontynuacja past "Beau część I", "Beau część II","Beau część III" oraz "Beau część IV"]
Warkot zamienił się w gęstą, kojącą ciszę. Czekałam wieczność, zanim odważyłam się wychylić głowę zza krawędzi wanny. Była tam postać, ale dobrze mi znana- wysoka i w pelerynie.
„Beau?” – pociągnęłam nosem. Przypominam sobie, że moje usta drżały z niepokoju. Odciągnęłam zasłonę, by móc lepiej przyjrzeć się jego blademu obliczu, miłosiernie pochylającemu się ku małej dziewczynce i wpatrujące się w nią natarczywie.
Delikatnie świecił w ciemności i przechylił swoją głowę na mój widok.
„Widzę, że nie wygrałem”- odrzekł.
Beau był draniem. Nawet wtedy zdawałam sobie sprawę, że kręcił się w pobliżu po to, by wpuścić to babciopodobne coś do łazienki żeby mnie nastraszyło. Nic na jego odkrywcze stwierdzenie nie odpowiedziałam; jedynie wykrzywiłam buzię, okazując swoje niezadowolenie. Zauważył, że ta sytuacja głęboko mnie poruszyła i wyszczerzył zęby jeszcze szerzej.
„Zrozumiałaś już, na czym polegają zasady gry?”- zapytał. „Zawsze znajdą się szukacze, chcący Cię upolować, Vox. Złapią Cię tylko wtedy, kiedy sama dasz im się zlapać.”
Omal nie wyskoczyłam ze skóry, kiedy echo głosu babci rozległo się po mieszkaniu. Wołała mnie na przekąskę.
Warkot zamienił się w gęstą, kojącą ciszę. Czekałam wieczność, zanim odważyłam się wychylić głowę zza krawędzi wanny. Była tam postać, ale dobrze mi znana- wysoka i w pelerynie.
„Beau?” – pociągnęłam nosem. Przypominam sobie, że moje usta drżały z niepokoju. Odciągnęłam zasłonę, by móc lepiej przyjrzeć się jego blademu obliczu, miłosiernie pochylającemu się ku małej dziewczynce i wpatrujące się w nią natarczywie.
Delikatnie świecił w ciemności i przechylił swoją głowę na mój widok.
„Widzę, że nie wygrałem”- odrzekł.
Beau był draniem. Nawet wtedy zdawałam sobie sprawę, że kręcił się w pobliżu po to, by wpuścić to babciopodobne coś do łazienki żeby mnie nastraszyło. Nic na jego odkrywcze stwierdzenie nie odpowiedziałam; jedynie wykrzywiłam buzię, okazując swoje niezadowolenie. Zauważył, że ta sytuacja głęboko mnie poruszyła i wyszczerzył zęby jeszcze szerzej.
„Zrozumiałaś już, na czym polegają zasady gry?”- zapytał. „Zawsze znajdą się szukacze, chcący Cię upolować, Vox. Złapią Cię tylko wtedy, kiedy sama dasz im się zlapać.”
Omal nie wyskoczyłam ze skóry, kiedy echo głosu babci rozległo się po mieszkaniu. Wołała mnie na przekąskę.
11 gru 2013
PRAWDA
[kontynuacja past "Zaburzenia odżywiania", "Stypendium", "FRIEND ZONE" oraz "Ucieczka"]
Coś konkretnego kusi w pościgu: radość z samego ścigania. Nie ważne, czy wygrasz, czy przegrasz, w tak bierzesz udział w grze pełnej energii i akcji. Gra jest grą... ale skończyła się i muszę przyznać, że będę tęsknić za tym uczuciem.
Ale... znając okropną prawdę – posiadając ją i trzymając blisko, jak skarb – prawda może właściwie zastąpić to uczucie.
Wygrałam.
Czułam, że jestem na dobrej drodze, kiedy uspokoiłam się po ostatnich przeżyciach i ucieczce pacjentki. Zdałam sobie sprawę, że mam w ręce karty, których mogę użyć do gry. Mój nieznany rywal popełnił gdzieś błąd, dzięki czemu ruszyłam do przodu.
Po pierwsze: dziewczyna, której pomogłam uciec ze szpitala nie została odnaleziona. Jej pokój był pusty a jej akta zniknęły. Nikt z personelu o niej nie pamiętał i... wierzyłam niektórym z nich. Starsza pielęgniarka raczej nie mogła być częścią całej tej konspiracji. Jej największym zmartwieniem było zdążenie na kolejny odcinek ulubionego serialu.
Ale napisałam o dziewczynie. Mam te słowa na komputerze i są w internecie. Nikomu nie mówiłam, że pisałam o pacjentach – natychmiast zostałabym zwolniona z wiadomych powodów.
Wspomnienia bywają podstępne, ale zapisane słowa nie ulegną zmianie. Poza tym sprawdziłam każdego pacjenta w poszukiwaniu niezgodności. Pomogłam dziewczynie uciec podczas epizodu pełnego halucynacji, ale to nic nie udowadniało... ale przecież widziałam też morderstwo na własne oczy. Płuco zabitego wypadło przecież na podłogę.
Ten pacjent też zniknął.
Coś konkretnego kusi w pościgu: radość z samego ścigania. Nie ważne, czy wygrasz, czy przegrasz, w tak bierzesz udział w grze pełnej energii i akcji. Gra jest grą... ale skończyła się i muszę przyznać, że będę tęsknić za tym uczuciem.
Ale... znając okropną prawdę – posiadając ją i trzymając blisko, jak skarb – prawda może właściwie zastąpić to uczucie.
Wygrałam.
Czułam, że jestem na dobrej drodze, kiedy uspokoiłam się po ostatnich przeżyciach i ucieczce pacjentki. Zdałam sobie sprawę, że mam w ręce karty, których mogę użyć do gry. Mój nieznany rywal popełnił gdzieś błąd, dzięki czemu ruszyłam do przodu.
Po pierwsze: dziewczyna, której pomogłam uciec ze szpitala nie została odnaleziona. Jej pokój był pusty a jej akta zniknęły. Nikt z personelu o niej nie pamiętał i... wierzyłam niektórym z nich. Starsza pielęgniarka raczej nie mogła być częścią całej tej konspiracji. Jej największym zmartwieniem było zdążenie na kolejny odcinek ulubionego serialu.
Ale napisałam o dziewczynie. Mam te słowa na komputerze i są w internecie. Nikomu nie mówiłam, że pisałam o pacjentach – natychmiast zostałabym zwolniona z wiadomych powodów.
Wspomnienia bywają podstępne, ale zapisane słowa nie ulegną zmianie. Poza tym sprawdziłam każdego pacjenta w poszukiwaniu niezgodności. Pomogłam dziewczynie uciec podczas epizodu pełnego halucynacji, ale to nic nie udowadniało... ale przecież widziałam też morderstwo na własne oczy. Płuco zabitego wypadło przecież na podłogę.
Ten pacjent też zniknął.
30 lis 2013
Beau część IV
[kontynuacja past "Beau część I", "Beau część II" oraz "Beau część III"]
Wybaczcie, ale wieki zajęło mi kontynuowanie opowieści. Mam serdecznie wszystkiego dość, ale czuję, że muszę podtrzymywać to, co już zaczęłam. Jedyne, co jestem w stanie teraz robić to odpowiadać na Wasze pytania.
Anon: Ja mam pytanie. Poza Beau jak określiłabyś całe swoje życie w punkcie, w którym teraz się znajdujesz? Jesteś szczęśliwa? Zestresowana? Czy coś Cię szczególnie niepokoi? Jak tam w pracy/ na zajęciach? A rodzina/przyjaciele?
Moje życie na tym etapie jest całkiem zwyczajne. Mam dobrą pracę, skromne mieszkanie i definitywnie skończyłam z byłym. Rodzina i przyjaciele są w porządku i kontakty wydają się być trwałe. Dlatego wydawałoby się, że to wszystko wzięło się znikąd. Staram się być tak przeciętna i zwyczajna jak to tylko możliwe.
Anon: Vox, jakie są wymiary Beau? Opis Twojego snu przywodzi mi na myśl Michaela Jacksona z kościstymi dłońmi, bladą skórą i kiczowatym ubiorem. Czy jest wysoki? Czy jesteś w stanie opisać jego głos? Jak wygląda jego twarz? Ma wystające kości policzkowe? Uczesanie? Czy jego zęby przypominają kły aligatora, rekina czy dinozaura?
Wybaczcie, ale wieki zajęło mi kontynuowanie opowieści. Mam serdecznie wszystkiego dość, ale czuję, że muszę podtrzymywać to, co już zaczęłam. Jedyne, co jestem w stanie teraz robić to odpowiadać na Wasze pytania.
Anon: Ja mam pytanie. Poza Beau jak określiłabyś całe swoje życie w punkcie, w którym teraz się znajdujesz? Jesteś szczęśliwa? Zestresowana? Czy coś Cię szczególnie niepokoi? Jak tam w pracy/ na zajęciach? A rodzina/przyjaciele?
Moje życie na tym etapie jest całkiem zwyczajne. Mam dobrą pracę, skromne mieszkanie i definitywnie skończyłam z byłym. Rodzina i przyjaciele są w porządku i kontakty wydają się być trwałe. Dlatego wydawałoby się, że to wszystko wzięło się znikąd. Staram się być tak przeciętna i zwyczajna jak to tylko możliwe.
Anon: Vox, jakie są wymiary Beau? Opis Twojego snu przywodzi mi na myśl Michaela Jacksona z kościstymi dłońmi, bladą skórą i kiczowatym ubiorem. Czy jest wysoki? Czy jesteś w stanie opisać jego głos? Jak wygląda jego twarz? Ma wystające kości policzkowe? Uczesanie? Czy jego zęby przypominają kły aligatora, rekina czy dinozaura?
10 lis 2013
Ucieczka
[kontynuacja past "Zaburzenia odżywiania", "Stypendium" oraz "FRIEND ZONE"]
Co jest naturą szaleństwa? Rozmyślałam nad tym pytanie bardzo głęboko. Znalazłam się w korytarzu, myślałam o słońcu, którego nie widziałam od wielu dni. Spędzałam cały swój czas na czytaniu akt i dokumentów finansowych. Nie potrafię jeszcze wskazać, gdzie to wszystko prowadzi.
Gdybym miała wyjść na zewnątrz i cieszyć się słońcem, albo gdybym wyszła na zimny wiatr bez kurtki, skąd wiedziałabym, że moje doświadczenia były prawdziwe? Jedynym dowodem były wspomnienia.
Jeśli nie możesz ufać swoim wspomnieniom, w co możesz wierzyć?
Być może to stało się z tymi ludźmi. Wszystko jest z nimi w porządku z medycznego punktu widzenia. Wszyscy funkcjonują, myślą... ale przez serię decyzji, ich rzeczywistość stała się mroczna i bolesna.
Poza jednym przypadkiem... jedna historia nie pasuje.
Po skończeniu wszystkich obowiązków, poszłam prosto do niego.
- Coś opuściłeś – powiedziałam wyuczonym, oficjalnym tonem.
Westchnął i spojrzał na mnie, nie odpowiadając. Desperacja w jego oczach rozrywała mi serce.
- Czytałam twoje akta – kontynuowałam. – Coś mi nie pasuje w twojej historii.
- Skąd wiesz? – uniósł brwi.
Pomyślałam o wzorze, według którego układały się historie innych pacjentów, a jego mi nie pasowała.
- To nieistotne – powiedziałam. – Jestem tutaj, bo mi zależy i myślę, że dzieje się coś dużego, co dotyczy nas obu. Muszę poznać resztę twojej historii.
Wydawało mi się, że się uśmiechnął, ale potem zaszlochał.
- Wierzysz mi? – powiedział przez łzy. – O Boże, powiedz, że mi wierzysz.
- Tak, wierzę ci.
- Powiem ci, powiem ci...
Co jest naturą szaleństwa? Rozmyślałam nad tym pytanie bardzo głęboko. Znalazłam się w korytarzu, myślałam o słońcu, którego nie widziałam od wielu dni. Spędzałam cały swój czas na czytaniu akt i dokumentów finansowych. Nie potrafię jeszcze wskazać, gdzie to wszystko prowadzi.
Gdybym miała wyjść na zewnątrz i cieszyć się słońcem, albo gdybym wyszła na zimny wiatr bez kurtki, skąd wiedziałabym, że moje doświadczenia były prawdziwe? Jedynym dowodem były wspomnienia.
Jeśli nie możesz ufać swoim wspomnieniom, w co możesz wierzyć?
Być może to stało się z tymi ludźmi. Wszystko jest z nimi w porządku z medycznego punktu widzenia. Wszyscy funkcjonują, myślą... ale przez serię decyzji, ich rzeczywistość stała się mroczna i bolesna.
Poza jednym przypadkiem... jedna historia nie pasuje.
Po skończeniu wszystkich obowiązków, poszłam prosto do niego.
- Coś opuściłeś – powiedziałam wyuczonym, oficjalnym tonem.
Westchnął i spojrzał na mnie, nie odpowiadając. Desperacja w jego oczach rozrywała mi serce.
- Czytałam twoje akta – kontynuowałam. – Coś mi nie pasuje w twojej historii.
- Skąd wiesz? – uniósł brwi.
Pomyślałam o wzorze, według którego układały się historie innych pacjentów, a jego mi nie pasowała.
- To nieistotne – powiedziałam. – Jestem tutaj, bo mi zależy i myślę, że dzieje się coś dużego, co dotyczy nas obu. Muszę poznać resztę twojej historii.
Wydawało mi się, że się uśmiechnął, ale potem zaszlochał.
- Wierzysz mi? – powiedział przez łzy. – O Boże, powiedz, że mi wierzysz.
- Tak, wierzę ci.
- Powiem ci, powiem ci...
22 wrz 2013
FRIEND ZONE
[kontynuacja past "Zaburzenia odżywiania" oraz "Stypendium"]
Po dzisiejszym wydarzeniach, nie wiem już czy powinnam kontynuować swoje małe śledztwo.
Postanowiłam osobiście porozmawiać z pacjentami, zamiast tylko czytać ich akta. Tylko ci najbardziej szaleni nie chcieli ze mną rozmawiać. Będę jedyną osobą, która pozna ich historie (mówię o pacjentach bez akt), dzięki temu zrobię krok do przodu.
Zdecydowałam się zacząć od pacjenta, na którego patrzenie rozrywa serce. Przez kilka miesięcy nie reagował na bodźce i wszelkie próby pomocy mu. Nie mogę sobie nawet wyobrazić bycia w jego sytuacji... ale ostatnio widziałam, jak odpowiadał pielęgniarce, która się nim zajmowała.
- O, cześć. Nie widziałam cię – powitała mnie z uśmiechem.
- Hej – odparłam tylko.
Miałam mieszane uczucia co do niej. Nazwijmy ją Claire. Była jedną z najładniejszych pielęgniarek w szpitalu i nawet najtrudniejsi pacjenci otwierali się przy niej.
- Wiesz, może to zabrzmi głupio, ale chciałabym prosić cię o przysługę...
Wyglądała na nastawioną sceptycznie, trochę nieufnie, ale ustąpiła.
Była kobietą sukcesu.
Ona i Mabel, starsza pielęgniarka, razem przygotowały pokój na sesję nagraniową. Nie dlatego, że pacjent był niebezpieczny – raczej wręcz przeciwnie – ale jego kondycja wymagała dokładnej obserwacji na wszelki wypadek.
Claire nawet przyniosła nam kawę.
- To miłe, że się nimi interesujesz – powiedziała. – Lekarze mają pacjentów gdzieś.
Uśmiechnęłam się do niej i zaczerwieniłam się lekko – jestem tego pewna.
- Dzięki! – powiedziałam.
Kiedy się odwróciła, natychmiast uśmiech zniknął z mojej twarzy. Czułam się jak idiotka.
Po dzisiejszym wydarzeniach, nie wiem już czy powinnam kontynuować swoje małe śledztwo.
Postanowiłam osobiście porozmawiać z pacjentami, zamiast tylko czytać ich akta. Tylko ci najbardziej szaleni nie chcieli ze mną rozmawiać. Będę jedyną osobą, która pozna ich historie (mówię o pacjentach bez akt), dzięki temu zrobię krok do przodu.
Zdecydowałam się zacząć od pacjenta, na którego patrzenie rozrywa serce. Przez kilka miesięcy nie reagował na bodźce i wszelkie próby pomocy mu. Nie mogę sobie nawet wyobrazić bycia w jego sytuacji... ale ostatnio widziałam, jak odpowiadał pielęgniarce, która się nim zajmowała.
- O, cześć. Nie widziałam cię – powitała mnie z uśmiechem.
- Hej – odparłam tylko.
Miałam mieszane uczucia co do niej. Nazwijmy ją Claire. Była jedną z najładniejszych pielęgniarek w szpitalu i nawet najtrudniejsi pacjenci otwierali się przy niej.
- Wiesz, może to zabrzmi głupio, ale chciałabym prosić cię o przysługę...
Wyglądała na nastawioną sceptycznie, trochę nieufnie, ale ustąpiła.
Była kobietą sukcesu.
Ona i Mabel, starsza pielęgniarka, razem przygotowały pokój na sesję nagraniową. Nie dlatego, że pacjent był niebezpieczny – raczej wręcz przeciwnie – ale jego kondycja wymagała dokładnej obserwacji na wszelki wypadek.
Claire nawet przyniosła nam kawę.
- To miłe, że się nimi interesujesz – powiedziała. – Lekarze mają pacjentów gdzieś.
Uśmiechnęłam się do niej i zaczerwieniłam się lekko – jestem tego pewna.
- Dzięki! – powiedziałam.
Kiedy się odwróciła, natychmiast uśmiech zniknął z mojej twarzy. Czułam się jak idiotka.
12 wrz 2013
STYPENDIUM
[kontynuacja pasty "Zaburzenia odżywiania"]
Po przeczytaniu kilku akt pacjentów w tym szpitalu, zaczęłam się martwić. Mam wrażenie, że stykam się z jakiegoś rodzaju wzorem, ale nie potrafię go jeszcze zdefiniować. Najbardziej utkwił mi w pamięci ostatni pacjent, który twierdził, że był źle traktowany i leczony prądem. My NIE prowadzimy terapii elektrowstrząsowych.
Kiedy czytałam akta ostatniej nocy, zwróciłam uwagę na dokumenty pewnej dziewczyny. Wiem, że jej historia na pewno jest częścią wzoru...
Ten dźwięk – mogę trochę tego dostać?
Kawa.
Przestań, to tylko kawa.
„Daj mi to!”
Dobra, powiem ci – ale lepiej nie żartuj sobie ze mnie. Obiecujesz?
Gdzie mam zacząć?
Dobra... to było na lekcji, serio.
Tak, na lekcji. Wiem, że to wam nie pasuje, że w ogóle mogłam uczęszczać do college’u.
Moja rodzina nie jest bogata. To na pewno nie jest dla was zaskoczeniem. Ale nie jesteśmy dezerterami. Po prostu jesteśmy nowi w tym kraju i jeszcze się nie zaaklimatyzowaliśmy. Byłam pierwszą osobą w rodzinie, która dostała się do college’u. Moja starsza siostra zawaliła liceum, ale ja robiłam co mogłam w szkole. Myślałam, że jeśli tylko się dostanę, wszystko będzie w porządku i będę mogła się zrelaksować.
W końcu się udało.
Po przeczytaniu kilku akt pacjentów w tym szpitalu, zaczęłam się martwić. Mam wrażenie, że stykam się z jakiegoś rodzaju wzorem, ale nie potrafię go jeszcze zdefiniować. Najbardziej utkwił mi w pamięci ostatni pacjent, który twierdził, że był źle traktowany i leczony prądem. My NIE prowadzimy terapii elektrowstrząsowych.
Kiedy czytałam akta ostatniej nocy, zwróciłam uwagę na dokumenty pewnej dziewczyny. Wiem, że jej historia na pewno jest częścią wzoru...
Ten dźwięk – mogę trochę tego dostać?
Kawa.
Przestań, to tylko kawa.
„Daj mi to!”
Dobra, powiem ci – ale lepiej nie żartuj sobie ze mnie. Obiecujesz?
Gdzie mam zacząć?
Dobra... to było na lekcji, serio.
Tak, na lekcji. Wiem, że to wam nie pasuje, że w ogóle mogłam uczęszczać do college’u.
Moja rodzina nie jest bogata. To na pewno nie jest dla was zaskoczeniem. Ale nie jesteśmy dezerterami. Po prostu jesteśmy nowi w tym kraju i jeszcze się nie zaaklimatyzowaliśmy. Byłam pierwszą osobą w rodzinie, która dostała się do college’u. Moja starsza siostra zawaliła liceum, ale ja robiłam co mogłam w szkole. Myślałam, że jeśli tylko się dostanę, wszystko będzie w porządku i będę mogła się zrelaksować.
W końcu się udało.
15 sie 2013
ZABURZENIA ODŻYWIANIA
Wolę pozostać anonimową osobą, więc zdradzę tylko, że pracuję w ochronie zdrowia. Wydaje się, że mamy tutaj bardzo dużo dziwnych pacjentów; jeden w szczególności zapadł mi w pamięci.
Dziewczyna, którą mam na myśli i która jest u nas od niedawna, przeżyła coś bardzo niepokojącego. Mając dość słuchania w kółko plotek, postanowiłam przeczytać jej kartę.
Żałuję, że to zrobiłam.
To, co napiszę zaraz, jest poprawioną stylistycznie wersją tego, co ona napisała sama.
To wszystko naprawdę jest nieporozumieniem. Wszystko ze mną w porządku. To nie ja jestem problemem. Ktoś inny jest za to odpowiedzialny – oni planują mnie torturować! Nie powinno mnie tu w ogóle być.
Miałam problemy z akceptacją swojego ciała. To akurat jest prawda. Przegrywałam z kolejną dietą, kiedy to się stało.
Świętowaliśmy awans Becky. W piątkę spotkaliśmy się na obiedzie w naprawdę ładnej restauracji, ale nie pamiętam w której dokładnie. Wtedy złamałam swoją dietę. Wszyscy wypiliśmy po dwie lampki wina, kiedy przyniesiono mi moją sałatkę. Planowałam zjeść tylko połowę, wystarczająco dużo, żeby nie wzbudzać zainteresowania innych. Dziewczyny czepiały się mnie za każdym razem, kiedy odmawiałam jedzenia...
Nie mogłam jednak przestać myśleć, że najszczuplejsza z naszej piątki, jako pierwsza awansowała. Wszystkie skończyłyśmy szkołę ponad rok temu, a prawdziwe życie było jak kubeł zimnej wody. Żadna z nas nie była zadowolona ze swojego życia.
Oczywiście poza Becky.
Dziewczyna, którą mam na myśli i która jest u nas od niedawna, przeżyła coś bardzo niepokojącego. Mając dość słuchania w kółko plotek, postanowiłam przeczytać jej kartę.
Żałuję, że to zrobiłam.
To, co napiszę zaraz, jest poprawioną stylistycznie wersją tego, co ona napisała sama.
To wszystko naprawdę jest nieporozumieniem. Wszystko ze mną w porządku. To nie ja jestem problemem. Ktoś inny jest za to odpowiedzialny – oni planują mnie torturować! Nie powinno mnie tu w ogóle być.
Miałam problemy z akceptacją swojego ciała. To akurat jest prawda. Przegrywałam z kolejną dietą, kiedy to się stało.
Świętowaliśmy awans Becky. W piątkę spotkaliśmy się na obiedzie w naprawdę ładnej restauracji, ale nie pamiętam w której dokładnie. Wtedy złamałam swoją dietę. Wszyscy wypiliśmy po dwie lampki wina, kiedy przyniesiono mi moją sałatkę. Planowałam zjeść tylko połowę, wystarczająco dużo, żeby nie wzbudzać zainteresowania innych. Dziewczyny czepiały się mnie za każdym razem, kiedy odmawiałam jedzenia...
Nie mogłam jednak przestać myśleć, że najszczuplejsza z naszej piątki, jako pierwsza awansowała. Wszystkie skończyłyśmy szkołę ponad rok temu, a prawdziwe życie było jak kubeł zimnej wody. Żadna z nas nie była zadowolona ze swojego życia.
Oczywiście poza Becky.
1 lut 2012
Beau część III
[kontynuacja past "Beau część I" oraz "Beau część II"]
Kiedy przemówił jego usta się nie poruszały, ale mięśnie gardła wyraźnie drgały; czysty głos wydobywał się wprost z niego, jednak nie w mojej głowie, ani nic w tym stylu. Miał zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale nagle chwycił go potężny skurcz i drgawki klatki piersiowej, zaczął wymiotować. Przy każdym bolesnym i ostrym odruchu wymiotnym wydalał z siebie tłuste, smoliste robaki. Zanim wymiociny dotknęły ziemi, owady rosły w oczach i wyrastały im wyraźniejsze elementy ich budowy jak odnóża lub czułki. Zajęło mi trochę czasu, zanim zorientowałam się, że wlepiam swój wzrok w wielkie, czarne żuki.
Bzyczały tak głośno, że przez chwile miałam wrażenie, że moje oczy i uszy zaczną krwawić od tak wysokiej częstotliwości dźwięki. Czułam jak zęby drgają i wwiercają mi się w czaszkę. Mózg zaczął intensywnie pulsować, a ciśnienie w głowie rozsadzało tkankę żywą w oczodołach.
Żuki zaczęły pełzać po Beau, ale ja już tego nie dostrzegłam, bo widziałam przysłowiowe gwiazdy. Nie mogłam oddychać i wydawało mi się, że serce rozciąga się do granic możliwości, przez co nie jest w stanie przepompować ani jednego mililitra krwi do przeciążonego mózgu. Dalej urwał mi się film i nic nie pamiętam. Straciłam przytomność.
Kiedy przemówił jego usta się nie poruszały, ale mięśnie gardła wyraźnie drgały; czysty głos wydobywał się wprost z niego, jednak nie w mojej głowie, ani nic w tym stylu. Miał zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale nagle chwycił go potężny skurcz i drgawki klatki piersiowej, zaczął wymiotować. Przy każdym bolesnym i ostrym odruchu wymiotnym wydalał z siebie tłuste, smoliste robaki. Zanim wymiociny dotknęły ziemi, owady rosły w oczach i wyrastały im wyraźniejsze elementy ich budowy jak odnóża lub czułki. Zajęło mi trochę czasu, zanim zorientowałam się, że wlepiam swój wzrok w wielkie, czarne żuki.
Bzyczały tak głośno, że przez chwile miałam wrażenie, że moje oczy i uszy zaczną krwawić od tak wysokiej częstotliwości dźwięki. Czułam jak zęby drgają i wwiercają mi się w czaszkę. Mózg zaczął intensywnie pulsować, a ciśnienie w głowie rozsadzało tkankę żywą w oczodołach.
Żuki zaczęły pełzać po Beau, ale ja już tego nie dostrzegłam, bo widziałam przysłowiowe gwiazdy. Nie mogłam oddychać i wydawało mi się, że serce rozciąga się do granic możliwości, przez co nie jest w stanie przepompować ani jednego mililitra krwi do przeciążonego mózgu. Dalej urwał mi się film i nic nie pamiętam. Straciłam przytomność.
24 sty 2012
Beau część II
[kontynuacja pasty "Beau część I"]
Żuki wgryzły się w Beau i wyciągnęły z niego całą Siłę. Znów zaczął swoją wędrówkę, ale tym razem było o wiele trudniej. Nie mógł podróżować szybko, misja przez to bardzo się przedłużała i musiał być szczególnie ostrożny, ponieważ nie miał wystarczająco dużo siły, by z kimkolwiek walczyć. Ciemność mogłaby go połknąć, a wtedy byłby już niczym na zawsze.
Beau włóczył się po Królestwie Ciemności w poszukiwaniu jej serca przez bardzo długi czas. Kraina ta była zimna i nieprzyjazna. Nie było tu jednak spokojnie. Co chwila dochodził do niego płacz i dostrzegał przemieszczające się cienie. Drzewa nie posiadały liści, nie było żadnych kwiatów; jedyne światło pochodziło od trujących grzybów wydzielanych nieprzyjemną woń zgniłych śmieci, a jedyną nierównością tego płaskiego terenu były ruiny zamków, które zostały podbite przez armię cieni i pozostawione na zmarnowanie.
Żuki wgryzły się w Beau i wyciągnęły z niego całą Siłę. Znów zaczął swoją wędrówkę, ale tym razem było o wiele trudniej. Nie mógł podróżować szybko, misja przez to bardzo się przedłużała i musiał być szczególnie ostrożny, ponieważ nie miał wystarczająco dużo siły, by z kimkolwiek walczyć. Ciemność mogłaby go połknąć, a wtedy byłby już niczym na zawsze.
Beau włóczył się po Królestwie Ciemności w poszukiwaniu jej serca przez bardzo długi czas. Kraina ta była zimna i nieprzyjazna. Nie było tu jednak spokojnie. Co chwila dochodził do niego płacz i dostrzegał przemieszczające się cienie. Drzewa nie posiadały liści, nie było żadnych kwiatów; jedyne światło pochodziło od trujących grzybów wydzielanych nieprzyjemną woń zgniłych śmieci, a jedyną nierównością tego płaskiego terenu były ruiny zamków, które zostały podbite przez armię cieni i pozostawione na zmarnowanie.
7 sty 2012
Beau część I
Kiedy byłam mała, miałam zmyślonego przyjaciela o imieniu Beau. Wymyślałam najprzeróżniejsze historyjki i przygody, które miał. Uwielbiałam o nich opowiadać mojej mamie. Teraz niewiele z tego pamiętam, ale mama ostatnio odświeżyła moją pamięć. Ponoć Beau był Królem Cichego Miejsca. Na pytanie, gdzie znajduje się Ciche Miejsce odpowiadałam wzruszeniem ramion. Podobno nie była to przyjemna kraina, bardzo ciemna i cicha, a Beau był mieszkańcem, który lubił się bawić, więc pewnego dnia wyruszył w poszukiwaniu kogoś do zabawy i tak znalazł mnie.
Kiedy mama mi o tym opowiedziała nie zaśmiała się ani nie zażartowała tak jak to robiła w przypadku mojego starszego brata, który wymyślił sobie dzieciństwie dinozaura. Beau nie lubił typowych gier i zabaw. Beau był przerażający. Matka nigdy nie zachowała żadnego obrazka przedstawiającego mojego przyjaciela, ale był jeden, który szczególnie zapadł jej w pamięć. Był to rysunek Beau w jego Królestwie. Cały kraj był bardzo ciemnoniebieski i czarny, z cieniami ledwo wychylającymi się z brzegów kartki. Król był bardzo blady, ale posiadał niezwykle szeroki uśmiech z całym rzędem ostrych zębów. Całe dzieło było na tyle niepokojące, że pokazała je mojemu pediatrze, pytając czy jest się czym martwić. W odpowiedzi usłyszała, że to całkowicie normalne.
Kiedy mama mi o tym opowiedziała nie zaśmiała się ani nie zażartowała tak jak to robiła w przypadku mojego starszego brata, który wymyślił sobie dzieciństwie dinozaura. Beau nie lubił typowych gier i zabaw. Beau był przerażający. Matka nigdy nie zachowała żadnego obrazka przedstawiającego mojego przyjaciela, ale był jeden, który szczególnie zapadł jej w pamięć. Był to rysunek Beau w jego Królestwie. Cały kraj był bardzo ciemnoniebieski i czarny, z cieniami ledwo wychylającymi się z brzegów kartki. Król był bardzo blady, ale posiadał niezwykle szeroki uśmiech z całym rzędem ostrych zębów. Całe dzieło było na tyle niepokojące, że pokazała je mojemu pediatrze, pytając czy jest się czym martwić. W odpowiedzi usłyszała, że to całkowicie normalne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)